OPINIE
FILM
Szanowni Państwo!
Proponuję skupić nasze wątłe siły i finanse wokół tej inicjatywy. Taki dobry film fabularny zrobi znacznie więcej dobrego dla rozpowszechnienia wiedzy o banderowskim ludobójstwie, niż 10 konferencji naukowych. Prawdopodobnie państwo polskie pozostanie jak dotychczas obojętne lub nawet niechętne wobec tej inicjatywy, dlatego proponuję zrobić wszystko, aby ta idea została zrealizowana - a więc - która z organizacji kresowych - a może wszystkie - rozpocznie zbiórkę funduszy na ten cel?
zpoważaniem
Wiesław Tokarczuk
Rzeź Polaków na Wołyniu będzie sfilmowana
Rzeczpospolita PAP/Rzeczpospolita | dodane (05:05)
Młody reżyser z Krakowa przygotowuje się do zdjęć o obronie wsi Przebraże przed Ukraińską Powstańczą Armią - informuje "Rzeczpospolita".
Scenarzysta Artur Krasicki i reżyser Jarosław Banaszek rozpoczęli zbieranie materiału do filmu, który opowie o wyjątkowej wojennej historii z Kresów. - Przez lata rzeź na Wołyniu była tematem tabu. Jej świadkowie nawet teraz mówią niechętnie o wydarzeniach z 1943 roku. Czasem wyznają coś poza kamerą albo najciekawsze rzeczy opowiadają dopiero po którymś z kolei spotkaniu - mówi Artur Krasicki.
Tak jak o ludobójstwie niemieckim czy sowieckim trzeba mówić o zbrodniach banderowskich. Nawet rozumiejąc, że UPA walczyła o niepodległość - dr Maciej Korkuć z Krakowa
Filmowcy najpierw chcą przygotować dokument, a potem scenariusz filmu fabularnego. W 1943 r. mieszkańcy Przebraża i uciekinierzy z pobliskich wsi nie tylko przetrwali napór banderowców, ale i przygotowali ofensywę przeciwko nim. Zniszczono bazę UPA w Hauczycach, zaatakowano też wspólnie z partyzantami sowieckimi szkołę podoficerską UPA.
- Na razie wydajemy na zbieranie materiałów do filmu swoje pieniądze. Liczymy jednak, że przedsięwzięcie spotka się z zainteresowaniem i zdobędziemy fundusze - mówi Krasicki. Roboczy tytuł obrazu to "Garnizon 100". Ma zostać skończony w 2013 roku, gdy przypada 70. rocznica rzezi na Wołyniu.
- Pamięć narodu nie dotyczy tylko przeszłości, ale może być przestrogą przed naśladownictwem na przyszłość. To ważne, że dzięki filmowcom do świadomości wielu Polaków może dotrzeć np. historia obrony Przebraża. Tak jak o ludobójstwie niemieckim czy sowieckim trzeba mówić o zbrodniach ukraińskich. Nawet rozumiejąc, że UPA walczyła o niepodległość - mówi dr Maciej Korkuć z Krakowa.
Repatriacja z Wołynia
Szanowni Państwo
Chciałem poprosić o pomoc - może ktoś z Kresowian dysponuje relacjami, wspomnieniami krewnych ( zdjęciami, kartami repatriacyjnymi ) dotyczących Wołynia, a konkretnie okresu pomiędzy wkroczeniem Armii Czerwonej w 1944 r, a wyjazdem do Polski i samym przebiegiem tak zwanej "repatriacji". Wspomnienia tego typu pozwoliłyby mi wzbogacić fragment pracy doktorskiej poświęcony powojennym migracjom ludności na Wołyniu oraz stosunkowi Sowietów do ocalałych z wołyńskiej rzezi Polaków. Dokumenty dokumentami, ale takie osobiste historie pozwalają przekształcić "nudny" naukowy tekst w prawdziwą historię...
pozdrawiam
Adam Kaczyński
Opinie, poglądy
Wywiad z Grzegorzem Motyką na Historians.in.ua z dnia 07 luty 2012
http://historians.in.ua/index.php/intervyu/125-gzhegozh-motyka-meni-zdaietsia-shcho-tse-ne-ia-zminyv-svoi-pohliady-a-shvydshe-chymalo-chytachiv-maiut-problemy-iz-spryiniattiam-vazhkoi-pravdy-pro-istoriiu-vlasnoho-narodu
Grzegorz Motyka: "Myślę, że to nie ja zmieniłem swoje poglądy, ale wielu czytelników ma problemy z przyjęciem do wiadomości trudnej prawdy o historii własnego narodu".
Jacy historycy i które książki wywarły największy wpływ na Pana kształtowanie się jako naukowca?
Muszę przyznać, że byłem trochę dziwnym dzieckiem: jak tylko nauczyłem się czytać, spędzałem wiele godzin nad książkami, ale mnie w ogóle nie pociągała literatura dziecięca. Moją pierwszą przeczytaną książką, a było to w pierwszej klasie szkoły podstawowej, stała się popularno-naukowa broszura o starciu polsko-niemieckim we wrześniu 1939 roku i od tamtej pory do dziś pozostaję wierny tematyce II wojny światowej.
Wydział Historii na Uniwersytecie Katolickim w Lublinie, gdzie studiowałem, był pierwszym miejscem, gdzie nie nudziłem się na wykładach. Ze względu na swoje zainteresowanie, trafiłem do magisterskiego seminarium profesora Tomasza Strzembosza (który, nawiasem mówiąc, był wychowankiem wybitnego historyka wojskowości prof. Stanisława Herbsta), który zajmował się problemami polskiego ruchu oporu w czasie wojny i w pierwszych lat powojennych.
Właśnie on nauczył mnie podstaw zawodu historyka nowej doby. To właśnie on spośród trzech zaproponowanych mu przeze mnie tematów swojej pracy magisterskiej, bez wahania wybrał ten, który dotyczył polsko-ukraińskiego konfliktu w Beskidach, stwierdziwszy: "Archiwa zostały otwarte, nadszedł czas, aby zająć się tą tematyka".
Myślę, że dobrze poradziłem sobie z zadaniem, bo po zakończeniu nauki profesor Strzembosz zaproponował mi napisanie pod jego kierownictwem pracy doktorskiej, a później zaprosił go do podlegającego mu wydziału w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk (ISP PAN), gdzie pracuję do dziś.
Miałem szczęście, że mogłem z bliska obserwować pracę wielu wybitnych historyków (i tym samym uczyć się od nich), ale niewątpliwie prof. Strzembosz wywarł największy wpływ na moją drogę zawodową. Wreszcie to on zarekomendował wybrać na recenzenta mojej pracy doktorskiej znanego znawcę polsko-ukraińskich stosunków i swojego przyjaciela prof. Ryszarda Torżeckiego. W swoich decyzjach kierował się tym, że muszę zdobywać wiedzę od najlepszych i zawsze powiadał "jeśli spadać, to z wysokiego konia".
- Jest Pan jednym z najbardziej aktywnych uczestników polsko-ukraińskiego dialogu naukowego. Jak by Pan scharakteryzował jego dynamikę? Czy zmieniły się Pana oceny niektórych zasadniczych tematów w ciągu tych lat? Czy dostrzega Pan pewną ewolucję Pańskich poglądów na temat relacji ukraińsko-polskich?
Wydaje mi się, że niestety, ostatnio dialog ten utracił swoją dynamikę, przynajmniej jeśli chodzi o oceny wydarzeń z lat 1939-1947, które pozostają najbardziej kontrowersyjnymi. W latach 90-tych i początku XXI wieku, strona polska zrobiła bardzo wiele, aby odsłonić haniebne dla Polaków fragmenty polskiej historii. Sejm Rzeczypospolitej w 1990 r. potępił akcję "Wisła". To samo w 1997 roku zrobiła grupa wybitnych polskich intelektualistów, pisząc list z inicjatywy Jerzego Giedroycia.
W tym samym duchu kilkakrotnie wypowiadał się prezydent Aleksander Kwaśniewski. Oni wszyscy mieli nadzieję, że w odpowiedzi na takie działania strona ukraińska jednoznacznie potępi antypolskie ludobójstwo - czystki etniczne, dokonane przez UPA w latach 1943-1945. odpowiednio. Tymczasem na Ukrainie zwyciężyła koncepcja, że w podczas II wojny światowej toczyły się działania wojenne pomiędzy UPA i AK, podczas których obie strony popełniły równoważne zbrodnie. Ocena ta dla polskich historyków jest nie do przyjęcia. W tej chwili mam wrażenie, że polscy i ukraińscy historycy "okopali" się na swoich pozycjach i po prostu zmęczyli się wysłuchiwaniem ciągle tych samych argumentów.
Jeśli chodzi o moje prace, nie wyczuwam w nich jakiejś większej ewolucji poglądów, oprócz naturalnego poszerzenia zakresu badań naukowych, połączonego z pogłębianiem wiedzy, w oparciu o badania nowych dokumentów. W swojej najnowszej książce "Od rzezi wołyńskiej do akcji "Wisła", która jest swego rodzaju podsumowaniem moich wieloletnich badań, ja, na przykład, przytaczam wszystkie najważniejsze tezy z pierwszej monografii, opublikowanej w 1997 roku (mam na myśli napisaną we współpracy z Rafałem Wnukiem książkę "Pany i rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA 1945-1947")
Twierdzenia, które czasami słyszę, mówiące, jakobym w ostatnich latach zmienił swoje poglądy, przyjmuję obojętnie - zawsze, kiedy ja proszę o szczegółowe wyjaśnienie, okazuje się, że zwykle źle zostałem zrozumiany lub w ogóle przekręcono moje słowa. Zawsze starałem się zająć stanowisko zdecydowanego potępienia każdej zbrodni przeciwko ludności cywilnej, niezależnie od tego, kto był ofiarą, a kto - katem.
Wydaje mi się, że to nie ja zmieniłem moje poglądy, ale prędzej wielu czytelników ma problemy z przyjęciem trudnej prawdy o historii własnego narodu. Od samego początku, kiedy piszę o rzezi wołyńskiej, wywołuje to sprzeciw wśród wielu Ukraińców (w 1995 roku gazeta "Droga zwycięstwa" twierdziła, że jestem "polskim szowinistą - nieukiem"). Jednak gdy omawiam polskiej akcje "odwetowe" przeciw ludności ukraińskiej lub akcję "Wisła", od razu słyszę w Polsce, że "wychwalam UPA", lub "sympatyzuję z banderowcami".
- Czy zmienia się i w jaki sposób postrzeganie Pana prac w Polsce?
Wszystkie moje książki wywoływały wśród czytelników większe lub mniejsze zainteresowanie. Inną rzeczą jest to, że dwie ostatnie prace (już wymienione opracowanie "Od rzezi wołyńskiej do akcji "Wisła" i mniej znana - mały zbiór esejów "W kręgu "Łun w Bieszczadach") były przyjęte z większym zrozumieniem niż w poprzednie książki.
Tym razem, ponieważ one nie zostały napisane dla "stopnia", jak wcześniej prace magisterska i doktorska, byłem w stanie poświęcić więcej czasu na szczegółowe wyartykułowanie swoich poglądów, oprócz tego obydwie prace są stosunkowo niewielkie (dla porównania "Ukraińska partyzantka 1942-1960" [w książce chodzi o UPA, a nie o partyzantów sowieckich - przyp.red.] liczy ponad 40 arkuszy wydawniczych a "Od rzezi wołyńskiej..." tylko 14).
Okazało się, że nawet naukowcy, którzy zajmują się tą problematyka, stale "tonęli" w setkach stron wniosków, podczas gdy dwie ostatnie książki - powtarzam tu tylko opinie moich rozmówców - w ogóle czyta się z przyjemnością, a czasami nawet podczas podróży pociągiem. Co prawda, często jestem chwalony tylko za to, co pasuje do własnej wizji wydarzeń czytelnika.
- Dlaczego do tej pory żadna z Pana książek nie została przetłumaczona na język ukraiński? Czy były takie próby? Czy czuje się Pan włączony w życie intelektualne Ukrainy?
Trudno mi odpowiedzieć na te pytania. Z tymi propozycjami wielokrotnie zwracano się do moich wydawców, ale sprawa nie wyszła poza wstępne rozmowy, z tych zapytań nic nie wychodziło. Ale nie mogę narzekać. Opublikowałem na Ukrainie pewną ilość swoich tekstów, jestem zapraszany na konferencje, moje książki są znane z różnych omówień (inna sprawa, że przede wszystkim okazjonalnie).
- Jakie kierunki współczesnej wiedzy humanistycznej wydają się Panu perspektywiczne i interesujące? Które z polskich książek powinny być przede wszystkim przetłumaczone na język ukraiński?
Ja zaliczam siebie do "patriotów historii", więc bardzo bym chciał zachęcić do zapoznania się z najnowszymi książkami polskich naukowców z tego obszaru wiedzy. W Polsce drukuje się dziesiątki książek, niestety, nie zawsze udanych. W szczególności, wiele młodych historyków z Instytutu Pamięci Narodowej ma tendencję do bardzo sprytnego "przyczynkarstwa".
Biorąc pod uwagę często spotykaną bardzo słabą znajomość najnowszej historii Polski na Ukrainie, (co można zobaczyć w tekstach ukraińskich podręczników do klas 10 i 11), w pierwszej kolejności proponowałbym przetłumaczyć najważniejsze polskie historyczne syntezy. W Polsce istnieją trzy dobre podręczniki na temat historii XX wieku: Andrzeja Friszke, Andrzeja Leona Sowy (o latach 1918-1945 lat napisał we współpracy z Czesławem Brzozą) i Andrzeja Paczkowskiego. Jeżeli przynajmniej jedną z nich udało być przetłumaczyć, to z pewnością byłoby to bardzo pozytywne dla polsko-ukraińskiego porozumienia.
- Jaka metodologia badań historycznych jest najbliższa Pana zainteresowaniom naukowym? Czy uważa się Pan za zwolennika jakiejś naukowej szkoły czy kierunku?
Ponieważ jestem uczniem prof. Tomasza Strzembosza (jak już wspomniałem, należał on do "szkoły Herbsta"), to oczywiście czuję się związany z jego metodą badań historii. Pod kierunkiem prof. Strzembosza zostały obronione 12 prac naukowych, i my wszyscy staramy się utrzymać ze sobą kontakt (obecnie pozostało nas jedenaścioro - niestety, niedawno odszedł dr Zygmunt Boradyn - mieszkał na Białorusi i był zaangażowany w badania starć pomiędzy polskimi i radzieckimi oddziałami partyzanckimi w rejonie Nowogródka).
Cechą charakterystyczną tego typu badania historii jest staranne i jednocześnie ostrożne odtwarzanie podstawowych faktów, i tylko wtedy, opierając się na nich, wysuwanie hipotez naukowych. Nie podobają mi się publikacje, które "wiszą w powietrzu", w których nakreślono ogólne historiograficzne wizje, a które nie mają, oprócz bardzo przekonujących spekulacji, żadnej podstawy faktograficznej, za to są "podparte" modnymi teoriami, zaczerpniętymi, na przykład, z psychoanalizy.
Prof. Strzembosz zawsze zachęcał do wiązania ze sobą jak największej liczby źródeł - nie tylko dokumentów wytworzonych przez uczestników wydarzeń z którejkolwiek strony, ale także materiałów prasowych lub wspomnień, pamiętników, a także opowieści jeszcze żyjących świadków. On również zachęcał swoich uczniów do odwiedzenia miejsc opisywanych wydarzeń i rejestrowania świadectw miejscowych mieszkańców, którym często udawało się uzupełnić interesującymi szczegółami obraz powstały na podstawie innych źródeł.
W swoich badaniach często nawiązywałem do wyników badań psychologów społecznych i antropologów. One często pomagają lepiej zrozumieć ponadczasowe ludzkie zachowania, dzięki czemu łatwiej wytłumaczyć pewne pozornie niezrozumiałe reakcje.
Z prac ostatnich badaczy, dowiedziałem się na przykład, że tortury zadawane martwym ciałom - to nie tylko przejaw zwykłego barbarzyństwa; w taki sposób oprawcy dehumanizują swoje ofiary, a tym samym łatwiej przeżywają wyrzuty sumienia. W ogóle sens różnych "podchodów i wojen" - wydawałoby się całkowicie irracjonalnych - które mają miejsce pomiędzy zawodowych historykami, pomogła mi zrozumieć książka Konrada Lorenza na temat zachowania... ryb akwariowych.
Grzegorz Motyka - doktor habilitowany, profesor, pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk (Warszawa), członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej.
Grzegorz Motyka ma taką przypadłość, że bardzo często przypisuje wyłącznie narodowy charakter opisywanej, preferowanej grupie czy organizacji - na przykład UPA to dla niego "strona ukraińska", bez żadnej innej ideologii poza narodową, natomiast inna wojująca strona w terminologii tego historyka ma wyłącznie ideologiczny charakter - na przykład "Sowieci" to stwory bez narodowości.
Humorystyczny może być efekt dokładnego przebadania sprawozdania Motyki z walk UPA z oddziałami NKWD - "w starciu UPA z NKWD zginęło 3 Ukraińców i 10 Sowietów" - a co będzie, jeśli okaże się, że tak naprawdę po stronie UPA w tej potyczce zginęli: niemiecki SS-man, rumuński faszysta z Żelaznej Gwardii i tylko jeden "rdzenny" Ukrainiec, a po stronie NKWD 5 Ukraińców, 3 Białorusinów, 1 Kazach i 1 Żyd? (Taka sytuacja mogła się zdarzyć tuż po przejściu frontu w polskich Bieszczadach, gdy oddziały UPA przygarnęły znaczne ilości "rozbitków" z niemieckich i satelickich oddziałów.)
Gdyby napisał "w starciu UPA z NKWD zginęło 3 upowców (lub banderowców) i 10 Sowietów" - nie byłoby problemu.
Prawdę nam pisze historyk, czy coś wręcz przeciwnego? Dlaczego mamy zapomnieć, że w starciach z UPA najwięcej zginęło... Ukraińców?
W poniższym wywiadzie pada zdanie:
"W tej chwili mam wrażenie, że polscy i ukraińscy historycy "okopali" się na swoich pozycjach i po prostu zmęczyli się wysłuchiwaniem ciągle tych samych argumentów."
Ejże, czy naprawdę wszyscy ukraińscy historycy reprezentują banderowski propagandowy punkt widzenia? Czy wszyscy polscy historycy przede wszystkim chcą ocalić prawdę oraz uchronić od zapomnienia polskich wymordowanych wołyńskich wieśniaków?
Materiał z komentarzem przesłał „Wiesław Tokarczuk”
Opinie
( artykuł dyskusyjny, opublikowany 13.01.2012 r. w „Gazecie Warszawskiej”, „Gazecie
Lubelskiej” i „Gazecie Śląskiej”. Zachęcam do dyskusji. Adres: www.gazfin@wp.pl )
Stanisław Srokowski
Baczni obserwatorzy sceny politycznej Ukrainy wciąż nie potrafią odpowiedzieć, jaki
ostatecznie kurs przyjmie Ukraina, zacznie się cywilizować na wzór zachodni, czy też podda
się miłosnym uściskom Moskwy. A może wybierze jeszcze inną, nieznaną nam drogę.
Nas bardziej interesują te tendencje w ukraińskiej polityce, które wiążą się z nami i
mają wpływ na postawy Polaków oraz ogniskują naszą uwagę na tym wszystkim, co się na
Ukrainie dzieje, a co ma ścisły związek z naszą historią i nie tak dawną jeszcze wspólnotą
kulturową na polskich Kresach. A także z dniem dzisiejszym. Bo na polskich Kresach,
przypomnijmy, żyło około 30 nacji: Polacy, Rusini -Ukraińcy, Żydzi, Białorusini, Niemcy,
Rosjanie, Litwini, Czesi, Cyganie, Ormianie, Turcy, Tatarzy, Karaimi, Austriacy, Rumuni,
Słowacy, Grecy, Gruzini, żeby wymienić tylko te nacje. I jakoś sobie układali stosunki, skoro
przez całe wieki byli dla siebie sąsiadami, często przyjaciółmi. Wojna zmieniła wszystko.
Dziś płyną do nas z Ukrainy sprzeczne sygnały. Z jednej strony rozwija się i krzepnie
w siły partia „Swoboda”, jednoznacznie nawiązująca do spuścizny Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, a więc kultywująca idee zbrodniczych dla
Polaków idei i postaci, Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, Mykoły Łebedia, Dmytra
Kłaczkiwskoho i innych watażków zbrodniczych formacji ukraińskich faszystów z czasów
II wojny światowej, współpracujących z Hitlerem. Wedle badań historyków, ich ofiarami
padło od 150-200 tysięcy wymordowanych w straszliwy, ludobójczy sposób Polaków, ale też
Żydów, Ormian, Czechów i samych Ukraińców, którzy sprzeciwiali się rozwijającemu się po
Kresach terrorowi. Z jednej więc strony płyną do nas sygnały, ale nie tylko sygnały, ale też
informacje o konkretnych faktach, zjawiskach i wydarzeniach, które wynoszą na piedestały
największych dla nas zbrodniarzy i ludobójców, którym stawia się dziś na Ukrainie masowo
pomniki, a ich imionami nazywa się place i ulice wielkich miast, zaś o ich czynach uczy się
ukraińską młodzież, zaszczepiając uczucia nienawiści do Polski i Polaków.
Pomniki, popiersia, tablice pamiątkowe mają już Bandera, Szuchewycz, Kłaczkiwskyj
i Łebed’, a najważniejszy z nich, Bandera, rzeczywisty wykonawca ludobójczej ideologii,
ma takich pomników na Ukrainie kilkadziesiąt. To znak, że Ukraina gloryfikuje zbrodniarzy,
współpracowników hitlerowskich Niemiec. Mało tego, stawia pomniki faszystowskiej 14
Dywizji SS „Galizien”, co zakrawa na skandal, by niemal w środku Europy stawiać pomniki
faszystom. A jednak Ukraińcy stawiają. A Europa milczy. Jak długo?
Ale otrzymujemy też inne, pozytywne i przyjazne dla Polaków i Europy sygnały
z Ukrainy. Jest więc i inna Ukraina. Te nowe sygnały napawają nas, Polaków, a przede
wszystkim środowiska kresowe nadzieją, że w tym kraju następuje otrzeźwienie. Nie
wszyscy Ukraińcy dali się zwariować. Tak samo, jak wtedy, gdy OUN i UPA mordowały
Polaków. Wtedy też nie wszyscy Ukraińcy dali się zwariować. Nikt nie obwinia za to narodu
ukraińskiego. Robiła to wybrana grupa, skupiona wokół OUN/UPA. Większość zastraszona
milcząco to akceptowała. Ale były też tysiące szlachetnych, mądrych i uczciwych Ukraińców,
którzy nie zaakceptowali ludobójstwa i zdecydowanie mu się przeciwstawili. Stanęli po
stronie sprawiedliwości. Bronili Polaków. Chronili ich w swoich domach. Ratowali od zagłady.
Chwała im za to. Bo wielu z nich bardzo z tego powodu ucierpiało. Wielu za pomoc udzielaną
Polakom zostało zamordowanych.
W Polsce powstała już książka, która opiewa ich czyny. Szanujemy takich Ukraińców
i cenimy ich. To są prawdziwi bohaterowie Ukrainy i naszych trudnych czasów. Wykazali
się ludzka postawą i silnymi charakterami. To im się należą pomniki. Im się należą tablice
pamiątkowe, nazwy ulic i placów. To oni powinni być wzorem nie tylko dla ukraińskiej
młodzieży, ale i dla całego świata. To o nich się powinni uczyć licealiści i studenci na Ukrainie
i w Polsce. I to ich powinny opiewać filmy, dzieła literackie, poematy. Ale nie opiewają.
Nadejdzie jednak czas, kiedy zaczną opiewać. Właśnie obserwujemy pierwsze jaskółki. Jak
wspomniałem, w Polsce ukazała się książka o sprawiedliwych Ukraińcach. Napisał ją Romuald
Niedzielko i dał jej tytuł: „Kresowa księga sprawiedliwych 1939–1945. O Ukraińcach
ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez UON i UPA.” A wydał ją IPN.
Zaś na samej Ukrainie widzimy spore zainteresowanie akcją ludobójczą i jej
porażającym wymiarem. Czego do te pory nie było. Obrazy tej zbrodni ukazane zostały na
wystawie przygotowanej przez Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich
Nacjonalistów z Wrocławia. Ekspozycję na Ukrainie zorganizował poseł do parlamentu
Ukrainy, Wadim Kolesniczenko. Najpierw wystawę pokazał w kwietniu 2010 r. w Kijowie,
a później w wielu innych miastach swego kraju. Obejrzały ją dziesiątki tysięcy Ukraińców. I
dzięki temu zrozumiały, jaką zbrodnię ma Bandera i jego pomocnicy na sumieniu.
Poseł Kolesniczenko był także w Polsce w trakcie obchodów 68 rocznicy ludobójstwa
11 lipca 2011 r. w Warszawie i złożył wieniec pod pomnikiem na Skwerze Wołyńskim.
Środowiska kresowe uznały to za akt dużej odwagi, a zarazem gest dobrej woli i znak
ludzkiej solidarności z ofiarami. To zbliża Polaków do Ukraińców. Z szacunkiem odnosimy
się do takich gestów, które przywracają wiarę w sens głoszenia prawdy. Obecnie ten sam
poseł, o czym donosi portal Kresy.pl, przygotował dystrybucję książki Wiktora Poliszczuka
pt. „Gorzka prawda”. Ta znakomita książka ukraińskiego historyka z Kanady opowiada o
rodzeniu się faszyzmu w środowiskach ukraińskich w kręgu OUN i UPA, dostarcza bogatej
wiedzy o źródłach, przejawach i skutkach ideologii tzw. integralnego nacjonalizmu, którego
twórcą był Dmytro Doncow, a do życia praktycznego wprowadzali m. Bandera, Szuchewcz
i Kłaczkiwskyj. Książkę tę propagował Kolesniczenko m. in. na prezentacji Symferopolu.
Swoją obecnością zaszczycili to spotkanie m.in. zastępca przewodniczącego krymskiego
parlamentu, Grigorij Ioffe, członkowie Prezydium Rady Najwyższej Autonomicznej Republiki
Krymu, Walery Kosariew, Siergiej Ciekow. "Ta książka – mówił Kolesniczenko - jest ciosem
w plecy ruchu banderowskiego, to realna krwawa prawda o tym, co było, książka powstała na
podstawie materiałów archiwalnych, spotkań i rozmów z naocznymi świadkami". Inni mówcy
zgodzili się z taką opinią. Np. Jefim Fiks podniósł aktualny problem odradzania się na Ukrainie
tendencji faszystowskich.
Kolesniczenko wystąpił też rok temu do polskiego IPN o zgodę na publikację w jego
kraju polskiego autora, wspomnianego, Romualda Niedzielki o sprawiedliwych Ukraińcach
i jak na razie nie doczekał się odpowiedzi. To jakaś kuriozalna sprawa. Na takie tłumaczenie
takiej książki i to na wszystkie możliwe języki należy natychmiast się zgodzić.
Jak więc widzimy, pojawiają się na Ukrainie próby dotarcia do prawdy o działaniach
OUN i UPA. Należy te ruchy obserwować z uwagą i życzliwością. Słyszałem wprawdzie zdania
niektórych opiniotwórczych osób w Polsce, że słabością tego zjawiska jest fakt, iż wyjaśnienia
czarnej strony działalności tych organizacji w czasie wojny zajęli się przedstawiciele
rosyjskojęzycznej części Ukrainy i to się poczytuje, jako walkę wewnątrz różnych obozów
politycznych w tym kraju. I my, Polacy, powinniśmy być od tego z daleka. Ale ja uważam, że
każdy przejaw dążenia do prawdy należy przyjmować z dużym zrozumieniem i szacunkiem.
Bo jeśli sprawy na Ukrainie nie potoczą się w tym kierunku, to będziemy mieli do czynienia z
takimi oto kwiatkami, jak poniższe.
Niemal co kilka tygodni albo nawet co kilka dni słyszymy o nowych marszach
ukraińskich nacjonalistów z partii Swoboda w Kijowie, Lwowie, Tarnopolu, czy na Wołyniu,
w czasie których padają hasła: "Bandera przyjdzie - zaprowadzi porządek", "OUN UPA - uznanie
państwowe!", „Bohaterom UPA – chwała!”, „UPA – banderowskie wojsko!”, „" Śmierć wrogom!”, czy
wprost „Smert Lachom”. Takie i podobne hasła wznosili banderowcy, idąc mordować Polaków.
I oto my, Polacy, stoimy przed dylematem: czy popierać te tendencje na Ukrainie, które zmierzają
do odsłonięcia prawdy o ludobójstwie, bez względu na to, z jakich kręgów się wywodzą, czy czekać,
aż hasło „Smert lachom” stanie się ciałem? Nigdy takich gróźb nie należy lekceważyć. A na pytania
odpowiadać jasno i wyraźnie. W Polsce w mediach nie toczy się żadna poważna dyskusja na ten
temat. Wprawdzie mamy znakomitych historyków zajmujących się tą problematyką, ale wciąż nie
mamy szerokiej, publicznej i otwartej dyskusji. A jest o czym mówić. Otwieramy więc na naszych
załamach taką dyskusję. Czekamy na państwa listy, opinie, spostrzeżenia, doświadczenia. Czekamy
na głosy historyków, Kresowian, młodzieży, studentów. Czy młode pokolenie ma wiedzę na temat
zbrodni OUN i UPA? Co o nich wie? Jak i w świetle czego należy układać dobrosąsiedzkie stosunki z
Ukrainą? Co powinno się składać na więzi między sąsiadującymi narodami? Czy należy zapomnieć o
historii i życie zaczynać jakby od początku? Czy raczej budować dobre relacje z narodem ukraińskim
w oparciu o prawdę? Dlaczego w Polsce nie ma dobrego klimatu do poważnej, mądrej, zgodnej z
duchem prawdy i odpowiedzialności debaty publicznej w tej materii w polskim sejmie, na polskich
uczelniach, w dostępnych w godzinach szerokiej oglądalności mediach elektronicznych itp. itd.?
Pytania można mnożyć. Co państwo o tym myślicie? Proszę pisać na adres redakcji lub autora tego
artykułu:
srokowski@free.art.pl
Stanisław Srokowski